Pierwszy raz zostałam kuratorem. A to wszystko za sprawą Caroline Conway i Birr Vintage Week & Art Festival w Irlandii. Po przeżyciu fantastycznego tygodnia w 2021 roku podczas trwania festiwalu oraz odbywającej się w jego ramach wystawy „Empty Columns Are A Place To Dream”, do której zostałam zaproszona przez Rica Kasini, chcieliśmy dalej współpracować i stworzyć kolejny projekt. Zaproponowałam wystawę kolażu i jej temat „migracje”, nie wiedząc jeszcze, że po ataku Rosji na Ukrainę, nabierze on dodatkowego znaczenia.
Wystawa miała na celu ukazanie podejścia do tematu „migracji” artystów kolażu z różnych krajów. Artyści zostali poproszeni o wykonanie kolażu na temat „migracji” i do podzielenia się swoimi migracyjnymi doświadczeniami. Kolaże były prezentowane podczas 54. Tygodnia Vintage i Festiwalu Sztuki (Birr Vintage Week & Arts Festival) w Birr w Irlandii w dniach 29 lipca – 7 sierpnia 2022 oraz w tym samym czasie w Domu Kultury Praga na warszawskiej Pradze-Północ, na terenie Pałacyku Konopackiego.
Artyści , których zaprosiłam do projektu:
Lou Beach (USA)
Jerome Bertrand (Kanada/Canada)
Yuliia Fareniuk (Ukraina/Ukraine)
Maria Filek (Polska/Poland)
Una Gildea (Irlandia/Ireland)
Domenico Goi (Włochy/Italy)
Anthony D. Kelly (Irlandia/Ireland)
Denis Kollasch (Niemcy/Germany)
Sherry Parker (USA)
Silvio Severino (Brazylia/Brazil)
Maryna Siliakova (Ukraina/Ukraine)
Steve Tierney (Australia)
Tanja Ulbrich (Hiszpania/Spain)
Projekt był wspierany przez The Arts Council of Ireland, Creative Ireland Program, Offaly County Council oraz Ambasadę Irlandii w Polsce.
W informacji prasowej w lipcu 2022 roku pisałam:
„Od 24 lutego oczy całego świata zwrócone są w stronę Ukrainy, która tego dnia została brutalnie zaatakowana przez Rosję. Już przeszło 12 milionów obywateli Ukrainy opuściło ojczyznę, by uciec przed wojną do innych krajów, podała na początku lipca Agencja ONZ ds. uchodźców.
Historia świata to historia migracji. Zjawisko to coraz częściej dotyka każdego z nas, prawie w każdym zakątku Ziemi. Ludzie migrują z wielu powodów: w poszukiwaniu pokoju, bezpieczeństwa, ale też by lepiej zarabiać, lepiej żyć. Zmusza ich do tego sytuacja polityczna, gospodarcza, coraz częściej klimatyczna. Niektórzy wyruszają w drogę, bo po prostu szukają siebie i swego miejsca na ziemi. Ale przecież nie tylko człowiek migruje. Migrują też zwierzęta i rośliny. Niektóre ptaki potrafią pokonywać dystans nawet dziesięciu tysięcy kilometrów. Jedno nasionko mlecza może być niesione wiatrem na odległość kilku kilometrów!
Kolaż wydaje się być najlepszą techniką do pokazywania doświadczenia migracji, trafną jego metaforą. Poprzez migracje nasze kraje stają się kolażem. Ale nie tylko one, my też jesteśmy kolażowi. My, którzy żyjemy z migrantami, ale też my, migranci. Składamy się z przeróżnych doświadczeń i historii. Pojawiają się nowe problemy, nowe wyzwania. Uczymy się, stawiamy pytania. Co to znaczy być u siebie? Co to znaczy być obcym? Co znaczy słowo „ojczyzna”? W naszych życiach pojawiają się przypadkowe elementy, z których budujemy sensy. Jak w kolażu. A stąd tylko krok do migracji, którą odbywa przecież każdy z nas. Migracji do swego wnętrza. Jest to podróż jedyna w swoim rodzaju, najbardziej osobista.”








PRACE ARTYSTÓW
Lou Beach
„Jestem imigrantem. Miałem zaledwie cztery lata, gdy po długiej i wstrząsającej podróży morskiej moja rodzina i ja wylądowaliśmy w Nowym Jorku. Niedługo potem przenieśliśmy się do Rochester w stanie Nowy Jork, gdzie był sponsor, który pomógłby nam zintegrować się z życiem w naszym nowym kraju.
Myszka Miki! Coca cola! Kowboje! Indianie! Duże samochody! TELEWIZJA! Drapacze chmur! Hamburgery!
Chociaż nasza emigracja z Europy miała miejsce kilkadziesiąt lat temu, doskonale pamiętam uczucie bycia kimś „innym” w naszym nowym domu w USA. Nie znałem języka, którym mówili moi koledzy z grupy przedszkolnej, do której uczęszczałem. Nie mogłem rozszyfrować znaków i billboardów, które widziałem, ani przeczytać niczego innego, co było po angielsku. Mama chciała, żebyśmy w domu rozmawiali tylko po polsku, a ja z ojcem potajemnie rozmawialiśmy po angielsku – chcieliśmy być Amerykanami!
Myszka Miki! Coca cola! Kowboje! Indianie! Duże samochody! TELEWIZJA! Drapacze chmur! Hamburgery!
Byli ludzie w naszej okolicy, polsko-amerykańskiej enklawie z ulicami o nazwach „Warszawska”, „Pułaski” i „Kościuszko”, którzy nazywali nas „brudnymi dipisami”. DP to osoba przesiedlona, osoba, która po wojnie nie mogła wrócić do swojego kraju. Mój ojciec, który walczył zarówno z Rosjanami, jak i nazistami, zostałby uwięziony, gdyby wrócił do komunistycznej Polski.
Moi rodzice ciężko pracowali, a my zintegrowaliśmy się z tkanką społeczną Rochester, wyprowadzając się ze starej polskiej dzielnicy. Uczęszczałem do liceum i Community College, a potem odbyłem drugą migrację – do Buffalo, 70 mil od stanowego college’u. Następnym krokiem była podróż do Los Angeles. Mieszkałem tam przez kilka lat, aż zdecydowałem się pojechać do Bostonu, rzekomo w drodze do Europy, ale zamiast tego zostałem w Massachusetts przez kilka lat, a następnie wróciłem do Los Angeles, gdzie obecnie mieszkam. Niedawno otrzymałem obywatelstwo polskie, więc moja nieudana podróż do Europy może w końcu się wydarzyć. Tam też mogę być imigrantem!”

Jerome Bertrand
„Zgodziłem się chętnie, gdy Marta zapytała, czy mogę stworzyć kolaż na temat migracji. Wyszedłem na zewnątrz, żeby się zrelaksować. Była wiosna i ponownie usłyszałem śpiew ptaków, obserwując kilka samolotów na niebie. Dlaczego nie stworzyć kolażu z tych dwóch składników? Migracja pociąga za sobą ruch. Przeważnie, choć nie głównie, drogą powietrzną. Jak połączyć urządzenia latające stworzone przez człowieka z wrodzoną zdolnością ptaków do szybowania? Postanowiłem poeksperymentować ze skalą i liczbą. W zeszłym roku stworzyłem serię kolaży z wieloma zdjęciami samochodów. Chciałem to zrobić jeszcze raz, ale z ptakami, bo bardzo mi się to spodobało.
Planowałem użyć tych wyjątkowych stworzeń do stworzenia kształtu samolotu, ale to myślenie odwrotne do zamierzonego okazało się najlepszym sposobem działania. Pusta przestrzeń białego kartonu wydawała się pasować dokładnie tam, gdzie jest. Bezmyślna, odważna i graficzna. Ponieważ kształt ten można szybko odczytać, pomysł zwrócenia się do publiczności za pomocą dużego samolotu wydał mi się intrygujący. Pomyślałam, że to, co znajduje się naokoło niego, można wtedy ocenić bardzo szczegółowo. Możemy podziwiać piękno ptaków, które pokonują duże odległości, aby nadążyć za porą roku.
Wydaje się, że również my, ludzie, przenosimy się do miejsc, które są najkorzystniejsze ze względu na naszych bliskich, naszą pracę lub być może tam, gdzie nasza intuicja prowadzi nas do twórczego rozkwitu. Poza przeprowadzką do pobliskiego większego miasta, nie zmieniałem zbytnio swojej bazy. Montreal, jedno z najbardziej zróżnicowanych kulturowo miast Kanady, zaprasza ludzi z całego świata. Daje nam to możliwość zaangażowania się w lokalne społeczności poprzez wydarzenia i festiwale, a to pomaga nam lepiej zrozumieć sposoby, w jakie ludzie jako gatunek mogą doświadczać życia.”

Yuliia Fareniuk
„Moja migracja zaczęła się wraz z początkiem wojny na Ukrainie. Tego ranka wiedziałam: wydarzyła się wielka katastrofa, przeszłość została zniszczona. Wojna zmusiła mnie do zmian. Z sercem pełnym gniewu na agresora spakowałam się w jedną ciężką torbę, włożyłam w nią całe dotychczasowe życie. Z mamą i rodzeństwem pojechaliśmy na dworzec, a potem do Warszawy. Była to długa i niebezpieczna droga z wieloma ludźmi w takiej samej sytuacji: wszyscy straciliśmy domy.
W Warszawie postanowiliśmy jechać dalej. Wybraliśmy Irlandię, bo to wyspa, miejsce, które moim zdaniem jest najbezpieczniejsze na świecie. Po spędzeniu jednej nocy na lotnisku dotarłam do Irlandii w słoneczny poranek. Bałam się problemów z zakwaterowaniem lub jedzeniem.
W moim kolażu poruszam temat eksploracji życia. Dla mnie migracja wiąże się z wielką chęcią życia. Moje doświadczenie nauczyło mnie, że poczucie niepewności prześladuje Cię nawet wtedy, gdy jesteś bezpieczny. Nowe miejsce wiąże się z oczekiwaniami. Przez pierwsze miesiące odkrywasz cudowne schronienie. W tym okresie myślisz o swoim domu i ojczyźnie, nie możesz przestać porównywać ich do nowego miejsca. Najlepsze, co mogłam powiedzieć, to: „To miejsce jest jak Kijów!”
Mój kolaż składa się z czterech części, centralna część przedstawia Bramy Piekieł – to cud natury w Tadżykistanie. Pierwsza część, w lewym górnym rogu, opowiada o niebezpieczeństwie i wyjaśnia, dlaczego życie jest takie piękne. Wykorzystałem fragment pracy Banksy’ego w Birmingham.
Druga część – również w lewym górnym rogu – pokazuje zmartwienia i oczekiwania. Używam okna jako symbolu otwartości na nowe zaproszenia, które stanowią Wasze dni.
Trzecia część – w lewym dolnym rogu – dotyczy podstaw naszej osobowości, która wyewoluowała w naszym rodzinnym mieście i kształtuje naszą wewnętrzną zdolność do poszukiwania jasnych stron życia.
Czwarta część – w prawym dolnym rogu – jest najbardziej melancholijna, bo migracja to przejście do czegoś nowego, niezwiązanego z przeszłością. A ponieważ aby zachować jasną percepcję ekstremalnych zmian, które zaszły w twoim życiu, musisz rozwijać miłość niezbędną do codziennego życia.”

Maria Filek
„Kiedy wszystko zawodzi, szuka się rozwiązań niekiedy radykalnych ufając, że pomogą uratować trudną sytuację. Wtedy może pojawić się myśl o migracji. Tak! Wyjechać, zostawić, uciec! Byle jak najdalej.
Spośród wielu rodzajów migracji najbardziej tajemniczą i intymną jest migracja wewnętrzna. Zamyślenie to stan, który pozwala na wędrówkę w głąb siebie. Jest to ludzka potrzeba izolacji od męczącej rzeczywistości. Zawieszamy się wtedy i wędrujemy po zakamarkach duszy, otwierając szuflady myśli, odtwarzając taśmy wydarzeń, przecierając zakurzone uczucia, mozolnie rozsupłując supły złych myśli. Oczyszczamy głowę i serce.
Tworzenie kolaży można przyrównać z mozolną wędrówką po świecie fantazji, skojarzeń, czy do swoistego teatru wydarzeń. Aby powstał kolaż, trzeba zgromadzić ciekawe i osobliwe materiały, które po zespoleniu stworzą nowy obraz, przekażą ideę, zapewniając wyjątkową formę.
Prezentowany kolaż powstał z myśli o podróżach. Zawsze możemy wędrować w myślach po ścieżkach naszej wrażliwej duszy i odkrywać niematerialne piękno. To myśli są w naszej głowie w ciągłej podróży. Mogą się uwolnić i popłynąć wraz z nurtem, wznieść się jak ptaki, toczyć się wolno jak ślimak i powracać.
Kolaż zawiera zdjęcia Polski z lotu ptaka. Umyślnie wykorzystałam w części głowy zaorane i użyźnione nawozem obszary rolne – to aluzja do stałej potrzeby wzbogacania umysłu. Przez głowę wije się meandrycznie rzeka, dzieląc symbolicznie kompozycję kolażu na część wyobrażającą migrację wewnętrzną u góry, i rzeczywistą u dołu. Z centralnej głowy spływają szyją nurty wody aby dać życie ziemi, która nas karmi i gości. Można dostrzec wiatraki napędzające energię siłą wiatru. Są i bociany – te nasze, polskie boćki, które niezmiennie, rok w rok wracają do nas na wiosnę, budząc w ludzkich sercach nadzieję. Kompas umieszczony w kamizelce z lasów i łąk zielonych, nie pozwoli się zgubić. Jest też propozycja podróży balonem – zapewni niezwykłe przeżycie i pomoże poszerzyć horyzont. Zielonożółte owale to myśli – te lekkie i te ciężkie. Kolaż został sklejony ręcznie.”

Una Gildea
„Wyemigrowałam z Irlandii w 1988 roku. Wyjechałam do Grecji i zamieszkałam w Atenach. To był mój wybór. Tak, w Irlandii była wtedy recesja i perspektywy pracy były ograniczone, ale to nie był powód mojej emigracji. Chciałam po prostu wyjechać z Irlandii, mieszkać i pracować gdzie indziej. Po roku spędzonym w Atenach wyjechałam i zamieszkałam w Holandii, najpierw w Arnhem, a potem w Amsterdamie. Mieszkałam tam przez 14 lat, wracając do Irlandii w 2004 roku.
Miejsce, do którego decyduję się wybrać, nie jest ograniczone miejscem urodzenia. Dosłownie wygrałam los na loterii życia dzięki irlandzkiemu paszportowi. Mogę podróżować po świecie jak jerzyk w moim kolażu. Dla milionów ludzi tak nie jest. Budowane są mury, wznoszone są bariery, aby trzymać ludzi z daleka. To, co widzimy w mediach jako „uchodźców”, to pozbawieni godności mężczyźni, kobiety i dzieci, zmuszeni do odbywania niebezpiecznych podróży w poszukiwaniu lepszego, bezpieczniejszego życia. Osoby te są odarte z tożsamości, zredukowane do liczb.
Wizerunek postaci dorosłej i dwójki dzieci w moim kolażu jest wycięty ze ściany zbudowanej na granicy meksykańsko-amerykańskiej, na której wiszą krzyże z napisami – – NO IDENTIFICADO – niezidentyfikowane.”

Domenico Goi
„Pochodzę z małego miasteczka w północno-wschodnich Włoszech, krainy położonej między Austrią, Słowenią i półwyspem Istria. Migracja zawsze była częścią naszej historii; każda rodzina zna tu kogoś, kto wyjechał z kraju w poszukiwaniu fortuny za granicą. Z czasem moja ziemia stała się celem przybycia ludzi uciekających przed niewypowiedzianymi okropnościami, wojnami i biedą.
Dlatego chciałem spojrzeć na migrację w najszerszym możliwym sensie, bez wskazówek dotyczących geograficznego kontekstu tragedii; to jeden z powodów, dla których wybrałem pracę tylko z czernią i bielą.
Ślimak służy jako metafora domu, ale muszle tutaj są puste, od dawna są porzucone. Dolna część płótna jest czarna jak smoła, co podkreśla, jak nieznośna i przytłaczająca jest sytuacja migrantów. Tuż przy najwięszym domu ślimaków znajduje się garść korzeni, ale one pływają, nie są zacumowane. Pośrodku inne puste domki ślimaków kłębią się wraz z chmurami, dryfując w kierunku nieznanego horyzontu. W centrum stoi „właściwy” dom, na uboczu i opuszczony, jakby był obojętny na wszelkie okropności. Puste niebo w kolorze cyny niesie inne korzenie szukające innej ziemi, w której mogłyby rosnąć.”

Anthony D. Kelly
„Udaj się na wyspę Achill, która wisi na ciemnych wodach Atlantyku, u wybrzeży północno-zachodniego Mayo. Wybierz się do podnóża góry Slievemore, znajdziesz tam opuszczoną wioskę. Ta opuszczona osada jest pozostałością, blizną i miejscem pamięci; jednym z wielu rozsianych po tym hrabstwie i kraju. Każde miejsce jest wyraźnym przypomnieniem czasów w Irlandii, kiedy z powodu głodu oraz nacisków społecznych i politycznych przetrwanie było dla większości niezwykle trudne, a dla niektórych naprawdę niemożliwe.
Gdzie indziej w Mayo ślady pól ziemniaczanych wznoszą się wysoko na zboczach wzgórz na obszarach, które są obecnie pozbawione osadnictwa. Tereny te były niegdyś tak zaludnione, że z braku miejsca osadnicy uciekali się do uprawy roślin na niewygodnych wysokościach. Kiedy teraz stoisz w tych niegdyś żywych krajobrazach, czujesz, że w jakiś sposób są one teraz nawiedzone. Rzeczywiście, nasi przodkowie, zanim udali się do doków, często odprawiali ze swoimi bliskimi cermenonię „Żywe czuwanie”, jakby wiedzieli, że nigdy nie wrócą. W połowie czerwca br. Główny Urząd Statystyczny poinformował, że w Republice Irlandii mieszka obecnie pięć milionów ludzi. Jednak dokumenty pokazują, że od XVIII wieku wyemigrowało z Irlandii od dziewięciu do dziesięciu milionów ludzi tu urodzonych. Wiele osób z mojego pokolenia zdecydowało się wyjechać za granicę, ponieważ skutki globalnego kryzysu finansowego z 2008 roku wstrząsnęły irlandzkim społeczeństwem.
Jesteśmy narodem emigrantów i wyjeżdżaliśmy z kraju wieloma falami. We współczesnym dyskursie na temat migracji, imigracji i przesiedleń kładzie się duży nacisk na kraje, do których przybywają Irlandczycy. To odwraca naszą uwagę od tego, co pozostawia się za sobą. Tak, ci, którzy przybywają do nowego kraju, często uciekają przed strasznymi sytuacjami, takimi jak wojna, głód i ucisk. Jednak, podobnie jak nasi ukochani przodkowie, którzy uciekli, oni również zostawiają bliskich, rodzinę, przyjaciół, społeczności, ulubione posiłki, stare opowieści, znajome słowa, ukochane piosenki, sypialnie z dzieciństwa, ulice, domy i puste gniazda.”

Denis Kollasch
„W swojej pracy często zajmuję się rozwojem miast i populacją. Istotną rolę odgrywa migracja ludzi do miast. Istnieje wiele powodów, dla których ludzie się tam przeprowadzają. Często mają nadzieję na lepsze warunki życia i indywidualną wolność.
Miasto jest miejscem pożądania i niebezpieczeństw, szansy i zagrożeń. Przyciąga wielkimi światłami i odpycha kamiennymi fasadami. Nie można z nim żyć i bez niego też nie można żyć. Życie w mieście może przytłaczać anonimowością i obojętnością, wisieć nad głową jak miecz Damoklesa.
Za pomocą papierowego kolażu chciałam pokazać tę różnorodność indywidualności i możliwości. Wraz z rozwojem chciałem pokazać nadzieje i marzenia, które tych ludzi łączą. Ale może też dojść do upadku…”

Sherry Parker
„Kiedy myślę o migracji – w tym kontekście o migracji ludzi – myślę o ucieczce od STRACHU… ku NADZIEI.
STRACH, prawdopodobnie kluczowa siła napędowa migracji, obejmuje wiele wymiarów: straty, ucisk, prześladowania, niesprawiedliwość, niebezpieczeństwo i klęski żywiołowe, by wymienić tylko kilka. NADZIEJA obiecuje bezpieczeństwo, ochronę, sprawiedliwość, pokój, wolność, akceptację, możliwości… krótko mówiąc, przetrwanie i lepszą jakość życia.
W moim przypadku nagłą i nieoczekiwaną przyczyną mojej migracji był POŻAR. Mój dom, moje studio, moje dzieła sztuki, całe moje życie, jakie znałem, spłonęło – całkowicie zniszczone przez burze ogniowe w Kalifornii w 2017 roku. Tej nocy wybiegliśmy z domu bez niczego – uciekając, by ratować życie, przejeżdżając okrężną drogą przez otaczające płomienie.
W wieku 74 lat nagle stałam się bezdomna i zmuszona przenieść się „gdzieś” – bez dobytku, bez niczego. Nasza „migracja” zaczęła się od miesięcy pobytu u hojnych przyjaciół, a następnie znalezienia tymczasowego wynajmu podczas poszukiwania domu. Kiedy po pożarach stało się to praktycznie niemożliwe w Kalifornii, zostaliśmy zmuszeni do opuszczenia naszego ukochanego przez pięćdziesiąt lat stanu rodzinnego. Wyemigrowaliśmy do Santa Fe w Nowym Meksyku, bardzo szczególnego miejsca, które często odwiedzaliśmy podczas naszych podróży. Santa Fe okazało się pięknym i gościnnym schronieniem, w którym teraz znaleźliśmy nowy dom i odbudowujemy nasze życie.
Kolaż, który przesyłam na tę wystawę, nosi tytuł „Zawsze naprzód”. Powstał kilka miesięcy po pożarze, dzięki moim przyjaciołom kolaży, którzy przekazali materiały, aby ponownie zacząć tworzyć sztukę. „Zawsze naprzód”… spoglądanie wstecz ze smutkiem i posuwanie się naprzód z nadzieją.”

Maryna Siliakova
„Dla mnie migracja to bardzo bolesna i trudna sprawa. W moim przypadku migracja była obowiązkowa ze względu na inwazję wojsk rosyjkich na ukraiński obwód doniecki w 2014 roku. Od tego czasu na ulicach jeżdżą tam rosyjskie czołgi, a warunki życia się pogorszyły. Pozostanie na moim terytorium stało się przerażające i niebezpieczne. Opuszczenie domu, bliskich przyjaciół i krewnych nie było łatwą decyzją. A pogodzenie się z nowym porozumieniem rządowym było jeszcze trudniejsze.
W 2017 roku moja rodzina i ja mieszkaliśmy w cudownym mieście Charkowie, które dało nam schronienie i poczucie spokoju. Zielone parki, stara architektura wciąż tkwią w moim sercu. Jednak marzenie o własnym domu nigdy nie opuściło moich rodziców, tęskniliśmy za naszym rodzinnym miastem. W 2017 roku podjęliśmy decyzję o przeprowadzce do Polski, aby stworzyć lepsze warunki życia i w miarę możliwości zarobić na nowy dom na Ukrainie. Niestety okupacja obwodu donieckiego trwała długo i nie dawała nadziei na powrót.
W tej chwili mieszkam w Polsce. Otacza mnie spokój, mam wszystko co niezbędne do życia i rozwijam się w swoim zawodzie. Jednak 24 lutego 2022 roku rozpoczęła się prawdziwa wojna na dużą skalę. Rosja najechała na terytorium suwerennego państwa – mojej ojczyzny Ukrainy. Od tego czasu moje serce stanęło. Ukraińcy nie mają spokojnego życia jak dawniej, co chwilę ktoś umiera, a wielu zostało zmuszonych do opuszczenia domu.
W swojej pracy starałam się oddać spokój, jaki mieliśmy (mając dom, życie na naszej ziemi), a jednocześnie to, co teraz tracimy z powodu tej wojny. Wielu Ukraińców już straciło dom, niektórzy mieszkają już w innym kraju, choć tego nie planowali. A niektórzy po prostu nie mają możliwości wyjazdu z powodu obecności wojsk rosyjskich. Przymusowe wyjazdy i migracje z powodu wojny to najgorsze, co może się przydarzyć.
Wierzę, że zwycięstwo jest po stronie światła i dobra. Cisza i spokój na pewno nadejdą. Chwała Ukrainie! Stand with Ukraine!”

Silvio Severino
„Kiedy zacząłem tworzyć pracę dla projektu „Migracje”, zastanawiałem się nad własnym doświadczeniem migracji. Pochodzę z Polski i jestem włoskim imigrantem w drugim pokoleniu w południowej Brazylii. Rozpocząłem własną podróż i przeprowadziłem się do Europy w wieku, w którym mój ojciec przeniósł się z Kalabrii do Brazylii. Mogę powiedzieć, że migracja jest w moim DNA!
Odkąd jestem w Europie, mieszkałem w wielu miejscach. To było bardzo wzbogacające i satysfakcjonujące doświadczenie, które pomogło mi lepiej zrozumieć świat. Niemniej jednak migracja nie zawsze była łatwa.
Moja historia nie jest tak tragiczna jak historie wielu ludzi, którzy zostali zmuszeni do migracji przez wojnę lub prześladowania, ale z pewnością ma swoje wzloty i upadki. Proces adaptacji do innej kultury i języka może sprawić, że poczujesz się nie na miejscu. Poczucie bycia nie na miejscu i wyobcowania jest stałe. W pewnym sensie dotyka cię kryzys tożsamości: odkąd opuściłeś swoją ojczyznę, nie jesteś już częścią swojej pierwotnej kultury, coś ginie, a już na pewno nie należysz całkowicie do nowej. Miałem szczęście spotkać wspaniałych ludzi, którzy pomagają mi do tej pory w mojej podróży. Ogólnie rzecz biorąc, to doświadczenie jest bardzo pozytywne.
Stworzony przeze mnie kolaż odzwierciedla wszystkie te uczucia. Podróż, uczucie wyobcowania i niepewności, ale także możliwości nowego życia. To także artystyczne przedstawienie tego, co może oznaczać migracja w przyszłości i jak natura może nam pomóc. Moja praca jest otwarta na interpretację.”

Steve Tierney
„Moja historia migracji jest historią z wyboru i wiąże się z moją uprzywilejowaną pozycją, którą w pełni uznaję i rozumiem. Mam szczęście, że mogę swobodnie poruszać się po świecie. Nie tylko ze względu na moją elastyczną sytuację zawodową, ale także na bycie obywatelem Australii. To pozwala mi na bezproblemowy dostęp do większości krajów na świecie. Nigdy nie tracę z oczu ani nie biorę za pewnik różnicy między moją własną podróżą a podróżą milionów ludzi, którzy nie mają wyboru i którzy często ryzykują życiem, aby przenieść się do jakiegoś kraju lub nie.
Dzieło, które stworzyłem na tę wystawę, to autoportret zatytułowany „Same Difference”. Chodzi o autorefleksję, tożsamość i wolność. Dwa kształty, sylwetki są wycięte ze zdjęć, które dzieli 10 lat. Wyrażają one moje poczucie istnienia w dwóch miejscach, jakbym miał dwa życia.
Od 2011 roku mieszkam poza Australią i większość tego czasu spędziłam w Oaxaca w południowym Meksyku. Magiczne miejsce, które dało mi nieograniczoną inspirację dla mojej sztuki i całego życia. Zachowałem swoje australijskie obywatelstwo i regularnie tam podróżuję, aby spotkać się z rodziną. Jednak zawsze czułem, że w Meksyku mogę wyrazić siebie bardziej kreatywnie i swobodnie.
Kiedy stoję na plaży w Oaxaca i patrzę na morze, mam świadomość, że patrzę wprost na Sydney, skąd pochodzę. To samo dotyczy sytuacji, gdy jestem w Australii i patrzę w stronę Meksyku. Potrzebuję spojrzeć na zewnątrz, aby znaleźć inspirację i stawiać sobie wyzwania, ale czuję też silne pragnienie, by zajrzeć w głąb siebie i domu, do rzeczy, które mnie pocieszają i nadają mi tożsamość.”

Tanja Ulbrich
„Migracja to podróż emocjonalna. Istnieje wiele powodów, dla których ludzie migrują, a to, co nas łączy, to uczucia, które wywołuje. Czasami czujemy strach, złość, smutek, a innym razem szczęście, zaskoczenie i nadzieję. Fascynuje mnie symbolika żywiołów natury i to, jak łączą się z naszym wewnętrznym światem emocji. Czy nawigujemy, dryfujemy, czy toniemy? To tematy, z którymi borykają się wszyscy migranci.
Nadzieja to uczucie, które nie różni się od latania, wznoszenia się w górę, dostrzegania nowych horyzontów i tworzenia nowego miejsca gniazdowania. Miałem okazję mieszkać w 3 krajach, ostatnie 22 lata spędziłem w Hiszpanii. Moje doświadczenie i praca z migrantami nauczyły mnie, że chociaż jesteśmy różni, wszyscy czujemy. Emocje są uniwersalne. Wszyscy szukamy poczucia przynależności, domu, w którym można czuć się bezpiecznie. Gdybyśmy mogli poświęcić chwilę na wyobrażenie sobie siebie w sytuacji kogoś innego i wyobrazić sobie, co może czuć, moglibyśmy znaleźć większe zrozumienie i połączenie z innymi. Potrzeba dużo siły, aby wyruszyć w nową podróż, pozostawiając za sobą życie, jakie znaliśmy, nasz kraj, naszą rodzinę, nasz język, a może nawet naszą tożsamość.
Migracja jest podobna do kolażu, to także przygoda z podróżowaniem w nowe miejsca, odnajdywaniem odpowiednich elementów, łączeniem ich i budowaniem nowego obrazu. Jest coś ekscytującego w ponownym wykorzystywaniu starych materiałów i dawaniu im nowych możliwości. Moje kolaże zawsze mają surowe, nieedytowane, niedoskonałe aspekty, ponieważ intryguje mnie autentyczność i wyjątkowość chwili obecnej, jaka jest. Każdy kolaż jest jak życie, niepowtarzalna mieszanka elementów, postaci i tła, pełna możliwości.”

