switch to english
53a6fbbf 2803 4484 b7a5 50b979b81d78 1 1

Wywiad dla KOLAJ Magazine

Pod koniec sierpnia 2025 roku ukazał się 42. numer magazynu KOLAJ poświęconego współczesnej sztuce kolażu, z moim kolażem na okładce. W środku numeru można przeczytać moje odpowiedzi na pytania zadane przez Anthony’ego D. Kelly’ego. Poniżej zamieszczam wywiad.

k42 cover

Redaktorzy magazynu Kolaj napisali:

„Bóg jest na okładce Kolaj 42” nie sądziliśmy, że kiedykolwiek napiszemy takie zdanie, ale w tym przypadku odnosi się ono do uroczej kolażowej pracy warszawskiej artystki Marty Janik. Artykuł „Hybrid Narratives” to wywiad z nią przeprowadzony przez innego kolażystę i czasami współpracownika, Anthony’ego D. Kelly’ego. Janik powiedziała: „Słowa są dla mnie ważne. Uwielbiam metafory, porównania. Podążam za tropami i mitami. Myślę, że wiele z tego znajduje się w moich kolażach. Uważam, że moje prace zawsze opowiadają jakąś historię”.

Magazyn Kolaj jest wydawany w Montrealu, w prowincji Quebec, w Kanadzie, przez Maison Kasini (znaną również jako Kasini House).

A to my w Warszawie, Anthony D. Kelly i ja. Bardzo się cieszę, że mogłem porozmawiać z tym wspaniałym artystą!

53a6fbbf 2803 4484 b7a5 50b979b81d78 1

Anthony D. Kelly: Masz tytuł magistra polonistyki. Czy możesz opowiedzieć o tym, jak literatura pojawia się w Twojej praktyce artystycznej?

Ja: Literatura jest dla mnie bardzo ważna i miała oraz nadal ma wpływ na to, kim jestem i co robię. Interesują mnie różne sposoby narracji, sposoby opowiadania historii, ale także poezja, która przecież najlepiej potrafi opisać świat i nas samych. Słowa są dla mnie ważne. Uwielbiam metafory, porównania, śledzę tropy i mity. Myślę, że wiele z tego znajduje się w moich kolażach. Myślę, że moje prace zawsze opowiadają jakąś historię. Nazywam je narracyjnymi. Przyszło mi do głowy krokodyl. W jednej z polskich sztuk napisanych w epoce romantyzmu faktycznie pojawia się krokodyl. Nie mogę wyciąć krokodyla, nie myśląc o tym bardzo literackim kontekście. Wiem, że zagraniczna publiczność z pewnością nie będzie o tym wiedzieć, ale to wcale nie przeszkadza w tworzeniu kolaży. Wokół krokodyla buduję więc świat. Bawię się nim. Dziewczyna sięgająca po jabłko zawsze będzie dla mnie trochę Ewą, naga kobieta na łące – nimfą Limoniades z mitologii greckiej i tak dalej. Lubię zmieniać konteksty, perspektywy. Bawić się i dobrze się bawić. Tworzenie kolaży to moja rozmowa z literaturą i sztuką.

Zagłębiać się w tematy – tego również nauczyły mnie studia: interpretacji i zgłębiania tematów. Lubię brać udział w projektach, które wymagają ode mnie przeprowadzenia rzetelnych badań. Przypomina mi się moja ostatnia rezydencja w Kolaj Institute, podczas której ilustrowałam powieść Mary Shelley „Frankenstein”, lub projekt, do udziału w którym zaprosił mnie Ric Kasini, artysta zajmujący się archiwami, w ramach którego artyści z różnych krajów zostali poproszeni przez Muzeum Historii Vermontu im. Henry’ego Sheldona w Middlebury o stworzenie kolaży na podstawie starych fotografii z ogromnych archiwów. Było to dla mnie ogromną przyjemnością. Przeglądanie archiwów, wyszukiwanie starych zdjęć, wycinanie elementów jest zawsze jak dawanie im nowego życia. Uwielbiam to uczucie.

Moje studia pozwoliły mi również zgłębić jeden z tematów, który najbardziej mnie interesuje: kicz. Spędziłem wiele czasu badając banalność, stereotypy i sam kicz w literaturze i sztuce.

Myślę, że u podstaw mojej twórczości leży cytat czeskiego pisarza Bohumila Hrabala: „Życie jest okropne, ale postanowiłem, że jest piękne”. Tego się trzymam.

Rośliny, dzika przyroda i inne stworzenia odgrywają ważną rolę w Twojej twórczości. Opowiedz mi więcej o Twojej relacji ze światem natury i o tym, jak odkrywasz go za pomocą kolażu.

Najważniejszy jest tak zwany świat przyrody i oczywiście należy pamiętać, że my, ludzie, również jesteśmy jego częścią. Interesują mnie relacje człowieka ze środowiskiem naturalnym. Podoba mi się perspektywa nieantropocentryczna, ale jednocześnie trudno mi się od niej oderwać. Jaka jest moja relacja z naturą? Czym jest natura? W końcu ja również jestem częścią natury. Skąd w ogóle wzięła się ta dychotomia? W kolażach na pierwszym planie pojawiają się rośliny, grzyby, zwierzęta, ale także ludzie. To wszystko nie przestaje mnie zadziwiać. Lubię na przykład odkrywać różne historie. W Argentynie, i tylko tam, żyje różowy puklerzniczek karłowaty. Jest piękny. Podobnie jak jego nazwa. Lubię dawać mu dom w kolażach. Wycinanie tego zwierzęcia i umieszczanie go w moich ilustracjach jest jak wskazywanie palcem: Ludzie! Spójrzcie!

Myślę, że wokół nas nie ma wystarczająco dużo cudów. Wydaje nam się, że wiemy już wszystko i widzieliśmy wszystko. To nieprawda. W mojej kolekcji mam różne stare albumy ze zwierzętami i roślinami. Czasami wycinam coś, bo po prostu jest ładne. Ale potem zastanawiam się: co to właściwie jest? Jest ładne, ale jak się nazywa, gdzie żyje, gdzie rośnie? Jakie ma cechy? To zawsze prowadzi mnie do fascynujących, zupełnie nowych obszarów. A ponieważ lubię surrealizm, czasami pozwalam sobie na tworzenie zupełnie nowych roślin i zwierząt – dziwnych hybryd.

W twojej twórczości często pojawiają się silne postacie, historie lub sytuacje. Jakie historie lubisz opowiadać najbardziej?

Lubię fantazjować, bawić się, wymyślać prywatne bajki. Lubię absurd, surrealizm. Sięgam po wszystko. Tak, moje purchawki mówią, grzyby ubierają się w swoje najlepsze stroje, kwiaty są gigantyczne. Tworzę własną mitologię. Własny świat. W kolażu wszystko jest możliwe. Rekin w różowej sukience? Księżniczka z głową tygrysa? Kogut z głową tukana? Zastanawiam się, co te postacie chcą powiedzieć. Dlatego zdarza się, że przeprowadzam wywiady z postaciami z moich ilustracji, np. z kobietą, która zamiast głowy ma lilię, mężczyzną, który trzymał łopatę, ale dałam mu wielkiego irysa… Od tego czasu jego życie stało się przyjemniejsze… Moje historie są często słodko-gorzkie. Tak jak życie! Chciałabym wkrótce opublikować książkę z tymi rozmowami.

W ostatnich latach byłeś kuratorem dużej wystawy plenerowej zatytułowanej „Migration/Migracje”, która została otwarta jednocześnie w Polsce i Irlandii. Czy możesz opowiedzieć mi trochę o tym doświadczeniu?

Zostałem zaproszony przez Caroline Conway, organizatorkę Birr Vintage Week & Art Festival w Irlandii, do zorganizowania międzynarodowej wystawy kolaży. Wcześniej współpracowaliśmy przy projekcie (z Kolaj Institute) zatytułowanym „Empty Columns are a place to dream” (Puste kolumny to miejsce marzeń). Pomyślałem o migracji, nie wiedząc jeszcze, że po ataku Rosji na Ukrainę temat ten nabierze nowego znaczenia.

Wystawa miała na celu pokazanie podejścia do tematu „migracji” artystów tworzących kolaże z różnych krajów. Artyści zostali poproszeni o stworzenie kolażu na temat „migracji” i podzielenie się swoimi doświadczeniami związanymi z migracją. Kolaże były wystawiane podczas 54. Birr Vintage Week & Arts Festival w Birr w Irlandii, w dniach 29 lipca – 7 sierpnia 2022 r., a jednocześnie w Warszawie. Było to dla mnie nowe doświadczenie, miałam wpływ na to, których artystów zaprosiłam do udziału w projekcie, i odważyłam się zaprosić artystów, których podziwiałam od lat, takich jak Maria Filek i Sherry Parker, a także artystkę, której twórczość wywarła na mnie ogromny wpływ i która jest moją ulubioną artystką tworzącą kolaże: Lou Beach.

Niedawno zakończyłeś również miesięczny pobyt w rezydencji Áras Éanna na wyspie Inis Oírr, położonej u zachodniego wybrzeża Irlandii. Opowiedz mi, co tam odkryłaś?

Byłam bardzo szczęśliwa, że tam byłam. Odkryłam, jak to jest mieć do dyspozycji duże studio z dużym biurkiem. Było to zupełnie niezwykłe doświadczenie, również ze względu na widok z okna: ocean i konie pasące się przed oknem. Wyspa wydawała mi się oazą, miałam szczęście do pogody, widziałam tam zorzę polarną, a także wielką burzę. Byłam sama ze sobą. Siedziałam godzinami na brzegu, wpatrując się w fale, a największą przyjemność sprawiało mi spotykanie zwierząt: krów, osłów i koni. Bardzo mnie poruszały. Jestem wdzięczna dyrektorowi artystycznemu Áras Éanna (Dara McGee), za danie mi całkowitej swobody. Była to rezydencja, która zapewniła mi wsparcie, ale także pozwoliła mi zrobić krok naprzód w mojej praktyce artystycznej. Wykorzystałam ten czas na rysowanie, tworzenie kolaży i linorytów, a teraz zamierzam nakręcić krótki film animowany oparty na mojej pracy. Życzę każdemu artyście takiego doświadczenia.

Kiedyś powiedziałaś mi, że bardzo interesuje Cię to, w jaki sposób artyści tworzący kolaże odnajdują swój własny język. Jakie są trzy najważniejsze słowa w Twoim języku kolażu?

Fascynuje mnie to pytanie. Czy sami tworzymy ten język, czy też rodzimy się z nim? A skoro o tym mowa, czy jesteśmy jego niewolnikami? To interesujące pytanie, ponieważ uważam, że prawda leży gdzieś pośrodku. Nasz własny, unikalny język jest zdecydowanie czymś, z czym się rodzimy. W końcu, jeśli poprosisz różne osoby o narysowanie linii ołówkiem, każda z nich będzie inna. Ale możemy poprawiać nasze linie, pracować nad nimi i buntować się przeciwko nim. Jaki jest mój osobisty język kolażu? Zacząłem tworzyć, ponieważ chciałem się tego dowiedzieć. Czy da się to w jakiś sposób uchwycić, zdefiniować. Interesujące było dla mnie obserwowanie, co zacząłem wycinać, dlaczego, co mi się bardziej podobało, a co mniej. Odkrywanie mojego własnego, unikalnego języka. Zachęcam do tego podczas warsztatów kolażu. Czasami ludzie są zagubieni, nie wiedzą, od czego zacząć. Polecam zacząć od przeglądania albumów, gazet. Wcześniej czy później jedna ilustracja spodoba nam się bardziej niż inne. Wtedy musimy ją wyciąć. To najlepszy początek. Myślę, że trzy słowa, które są ważne dla mojego języka, to: historia, humor, kolor.

Prowadziłaś warsztaty kolażu w Muzeum Karykatury, bibliotekach, antykwariatach, centrach kultury i wielu innych miejscach w Warszawie. Czy możesz mi powiedzieć, co najbardziej podoba Ci się w tej części Twojej działalności?

Najbardziej interesują mnie ludzie. Grupy są różne, trudno jest, zwłaszcza młodym ludziom, zainteresować się czymś. Dzieci i nastolatki mają również problemy z trzymaniem nożyczek. To może być trudne. Ale zawsze znajdzie się ktoś, kto siedzi cicho i tworzy najpiękniejsze obrazy. Piękno często jest ukryte, czasami trzeba na nie poczekać. Każde warsztaty są wyzwaniem, ale także przygodą.

Co dalej czeka Martę Janik?

Uważam, że kolaż jest świetną techniką ilustracyjną. Chcę podążać w tym kierunku. Nasza wspólna książka „Fleadom” jest już prawie gotowa. „Fleadom” to hałaśliwa, pełna zabawy podróż przez życie w ekstrawaganckim cyrku pcheł. W tej magicznej scenerii pchły, zwierzęta i ludzie współpracują na równych prawach, wykonując cudowne i przekraczające granice rzeczywistości akrobacje. Pod naszą małą wielką górą uczymy się, że stworzenia i ludzie nie muszą być wielcy, aby być ważnymi lub robić niesamowite rzeczy.

Bogata w drobne szczegóły, ukryte znaczenia oraz odniesienia historyczne i kulturowe, jest to książka, która zachęca rodziców i dzieci do zagłębiania się w jej strony i odkrywania jej magicznego świata raz po raz, za każdym razem znajdując nowe i interesujące szczegóły, które uzupełniają barwny wszechświat zawarty w jej stronach.

Włożyłam w tę książkę całe swoje serce i umysł. Jest to mój ukochany projekt. Jest wyrazem mojej fascynacji cyrkiem i ogromną radością tworzenia razem z wami. Myślę, że działa tu jakaś magia i jestem bardzo wdzięczna za to doświadczenie. Wiele się nauczyłam, pracując w duecie.

Tak, zamierzam tworzyć więcej ilustracji i animacji, ponieważ jestem również zajęta ożywianiem moich kolaży. Jest to również obszar, w którym mam wiele do odkrycia.

Zamów KOLAJ MAGAZINE

Anthony D. Kelly – odwiedź stronę artysty
blog sunday reading with cat

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk0
Brak produktów w koszyku!
Kontynuuj zakupy
0
Scroll to Top